wtorek, 26 sierpnia 2014


A dzisiaj o tym, że CHCESZ WYZDROWIEĆ.

Dzisiejszy post kieruję głównie do osób 'zmagających się' z zaburzeniami odżywiania. No, właśnie jak to jest z naszym 'zmaganiem się'. Czy jesteś gotowa się przyznać?

Prowadzisz tego swojego recovery bloga, lub nawet nie - wystarczy, że czytasz te wszystkie blogi. Super, wstawiasz zdjęcia jedzenia na instagrama. Patrzcie jem. Co jakiś czas wstawisz zdjęcie po ćwiczeniach, przed ćwiczeniami, podczas ćwiczeń. Patrzcie ćwiczę. Potem jeszcze kilka uśmiechniętych selfies lub zdjęć sylwetki, której podobno przybrało się pare kg, ale i tak ustawiasz się do zdjęcia tak, by wyjść na chudą. Wszystko jest dobrze. Patrzcie. Jem, ćwiczę, jestem szczęśliwa i nadal mogę być drobniutka. Cudownie!

Czy to prawda?

Powiedz mi, ile razy czujesz wyrzuty sumienia wieczorem, bo kolacja za późno, bo zjadłam za dużo, bo zjadłam cukierka, bo niepotrzebna była ta dokładka, bo moje uda wyglądają coraz gorzej, bo to nie działa, bo tak naprawdę z chęcią byś jeszcze schudła. Ale nie powiesz tego. Nawet sobie tego nie przyznasz.

Wstajesz rano. Jej! MOGĘ zjeść śniadanie! Super! Wyjmujesz kuchenną wagę - tak tylko dla kontroli. Dajesz większą porcję niż zwykle, jesz 'normalnie'. Waga tylko kontrolnie. Przecież to nic złego. Jesz. To najprzyjemniejsza część dnia. Powoli delektujesz się każdym kęsem. Zjadłaś. To już? Kiedy będę MOGŁA zjeść drugie śniadanie? Już nie mogę się doczekać obiadu. A na deser ta szarlotka! Kolację zjem małą, ale i tak już się nie mogę doczekać. A tak w ogóle co zrobię jutro, pojutrze... co ugotuję za tydzień?

Jem normalnie. Waga rośnie. Zdrowo się odżywiam. Ćwiczę. Mam mnóstwo znajomych! W Internecie.

Jak o tym czytasz to co? Szaleństwo, prawda?
Rozumiem Cię. Tak właśnie teraz. Może to ten etap. Nie jest źle. Nie jest jak kiedyś. Ale spójrz prawdzie w oczy. Nie jest dobrze.


Nie będę dzisiaj kolejny raz pisać o wyjściu z domu po wodę do sklepu. ;) Dzisiaj nie będę was do niczego zachęcać. Do żadnych fizycznych działań. Chcę tylko, abyś się zastanowiła. Czy chcesz, by jedzenie już ZAWSZE (tak, ZAWSZE, za miesiąc, za rok, za 30lat) było całym Twoim życiem? Czy chcesz wracać wcześniej do domu, bo przecież kolacja? Pomyśl o tym. Nikogo nie poznasz. Nie nawiążesz przyjaźni. Nie zakochasz się. Nie uśmiechniesz. Twój płacz już nawet straci sens. I będziesz w tej komnacie. Napisałam komnacie? Zmieńmy słownictwo. W celi. Będziesz w tej celi, a do Ciebie będą przychodzić jedynie posiłki, które możesz skonsumować. Proszę bardzo. Czy tak wygląda szczęście?
Tylko jedna rzecz różni Cię od więźnia. Twój wyrok nigdy się nie skończy. No chyba, że sama o tym zdecydujesz. Ja piszę poważnie. On sam, nigdy nigdy nigdy się nie skończy. To się samo nigdy nie zmieni. Ale spokojnie. Ty to zmienisz.

Więc, refleksja na dziś - jak wygląda moje życie? czy jestem szczęśliwa? jak wyobrażałam sobie siebie 5 lat temu w czasie, w którym jestem teraz? jak wyobrażam sobie siebie za 5 lat? czego tak naprawdę chcę? czy robię wszystko co w mojej mocy? czy ja w ogóle chcę wyzdrowieć?


9 komentarzy:

  1. olka, ale masz pjone ogromną za ten wpis! lubię każdy, ale tutaj po prostu stoję przed monitorem i klaszczę. może dlatego, że już sama decyduję kiedy jem i nie pozwalam wyręczać się zegarkowi? pewnie tak- bo myślę tak samo z tym, że ubrać tego w słowa bym nie potrafiła. dobrze, że masz tu to swoje miejsce- oby jak najwięcej osób trafiło na ten wpis

    OdpowiedzUsuń
  2. takie prawdziwe, ale z drugiej strony takie trudne do całkowitego zrozumienia... do zrobienia, do działania. to nawet ciężkie do wytłumaczenia, ten ciągły stan chcenia-niechcenia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przed Twoimi wpisami siedzę i płaczę. Tak dokładnie potrafią do mnie przemówić. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi się wydaje,że każdy etap trzeba przejść. Ja rozumiem i wcale siebie nie usprawiedliwiam,że moje zycie nadal w jakims stopniu podporządkowane jest pod jedzenie. Wiem,że nadal czasem analizuję, planuję,ograniczam. I rozumiem,ze z tym trzeba skonczyc. Ale chyba nie potrafię tak do konca uwolnic sie od tematu jedzenia. Bo z tego nie da sie zrezygnowac od zaraz. W tej chwili jedzenie nie stanowi dla mnie wielkiego ogranicznika. Potrafię wyjść i zjeść na miescie, albo wrocic do domu pozniej . Mogę pojechac na oboz , pojsc na grilla ,pojechac na biwak. Owszem,czasem cos mnie blokuje. Mysli sie pojawiają. Ale to trzeba przejsc. To tak jakbysmy z kazdym krokiem uwalnialy sie od anoreksji,ktora jednak nadal trzyma nas za rękę. Było źle,jest lepiej, widac poprawę. Może nie mamy czystego umyslu, ale to jest wędrowka. Nikt nie mowil,ze da się ją skonczyc na zawolanie.
    Dziękuję Ci ogromnie zaten wpis. Motywuje mnie bardzo do refleksji nad sobą. Nie mogę uwierzyc,ze zmagasz się z tym samym co ja,a potrafisz się zatrzymac i spojrzec na swoje mysli z innej perspektywy. Podziwiam ;*
    A ty, na jakim etapie jestes ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę śmiało napisać, że nie wiem. Nie wiem, bo po prostu czuję się zdrowa. :) To, tak śmiesznie brzmi, ale naprawdę DA SIĘ. Pozdrawiam. :)

      Usuń
  5. to wcale nie jest takie trudne. to jeden z najprostszych etapów. jedzenie na miescie, nie pilnowanie godzin- to nie jest gwarantem wyzdrowienia. to by bylo za proste. od tego jeszcze daleka droga do zdrowia. nie mów 'hop', bo sie mozna na tym ostro przejechać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nigdy nie miałam zaburzeń odżywiania więc ten tekst wydał mi się nieco apstrakcyjny, ale też otworzył mi oczy. Mam problem, choć nieco inny i widzę, że to jest podobne jak u osoby z zaburzeniami, jeszcze wiele etapów mam do przebycia. Podziwiam Cię za taką umiejętność pisania!

    http://zaczynam-oddychac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mądry,zmuszający do reflesji post. Dziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam Cię do zabawy - szczegóły u mnie na blogu, zapraszam! :)

    OdpowiedzUsuń