środa, 9 lipca 2014


Dzisiaj chciałabym poruszyć temat, który podsunęła mi jedna z was tutaj.

Powiem w skrócie; blogosfera śniadaniowa a zaburzenia odżywiania.

Dobra, wszyscy znamy ten scenariusz. Jestem chora na anoreksję, bulimię etc i w pewnym momencie odkrywam blogi śniadaniowe. Myślę WOW! Ale te dziewczyny (bo głównie to one prowadzą tego rodzaju blogi) mają dobrze. Jedzą takie niesamowite, piękne i smaczne rzeczy. Gdybym tylko ja tak mogła.

Łołołoło! Możesz!

Ale jak to? Przecież mam skurczony żołądek, nie zjem takiej porcji! Przecież później będę miała wyrzuty sumienia. Przecież później i tak to zwymiotuję. Przecież to pokrywa połowę mojego zapotrzebowania kalorycznego. Przecież to ma za dużo węgli. Za dużo białka. Za dużo tłuszczu.
No, ale może...

(do biegu, gotowi, start!)

Ile gram płatków użyłaś do tej owsianki?
Ile orzechów dokładnie zmieliłaś?
Dodajesz całego banana czy pół?         (jedną / ósmą )
Jakiej wielkości jest na miseczka?
Ile ml ma ta szklanka?

Jeśli odwiedzasz blogi śniadaniowe to doskonale znasz te pytania. Są prawie pod każdym postem.
I tak, być może są one nieco denerwujące. Irytują i czasem potrafią być śmieszne. Ale uwaga, są one wynikiem strachu i obawy. Nie są ani śmieszne, ani niemądre dla osoby chorej. To "normalne" żeby ważyć swoje porcje. To "normalne" żeby szukać najmniejszej w domu miseczki. To "normalne" mieć kontrolę.

Idę do kuchni. Robię sobie owsiankę ze znalezionego przepisu. 60g płatków? To tak dużo. Zwykle dawałam 30g.

Wyciągam kuchenną wagę.     62g       Odejmuję.     55g      Trochę mniej. Idealnie

I tak przepis po przepisie. Może być też obsesja dokładności. 60g to 60g, ani grama więcej. Dla perfekcyjnych, nie wiem czy wiecie, ale waga wskazuje inny wynik w zależności od tego na jakiej powierzchni stoi. Zaskoczeni? Pewnie większość z was już to zbadała.

Na początku liczysz kalorie, albo i nie. Potem przestajesz je liczyć, albo i nie. A w między czasie zakładasz bloga śniadaniowego.


Czym jest blog śniadaniowy dla osoby uzależnionej?

Może być:
a) pozorną drogą do "zdrowienia"
b) prawdziwą autoterapią
c) kolejnym uzależnieniem
d) nowo odkryto pasją
e) wszystkim tym jednocześnie

Lub... Cześć, na którym etapie jesteś?

I   pozorna droga do "zdrowienia"
II  kolejne uzależnienie
III prawdziwa autoterapia
IV nowo odkryta pasja

Mam wrażenie, że już przez jakiś dłuższy okres czasu blogosfera śniadaniowa została w większej części opanowana przez osoby z zaburzeniami. Czy to dobrze, czy to źle - to zależy. To zależy pod który podpunkt (a, b, c, d, e) się podpisują bądź na jakim etapie się znajdują.


Ia) jest wiele takich, które tylko udają, że chcą wyzdrowieć. Wstawiają zdjęcia minimalnych porcji uczestnicząc w wyścigu pt. "kto zje najmniej". To smutne, bo w wielu przypadkach mechanizm ten działa podświadomie. Osoba może myśleć, że naprawdę dużo zjadła - co jest jasną oznaką choroby. Może tak być, że autor wpisu oczekuje komentarzy typu "ale malutko" , "ja bym się tym nie najadła" , "znikasz w oczach" , "chudzinka z ciebie". Nie osądzaj takich ludzi! Zazwyczaj w prawdziwym życiu są niedoceniani i krytykowani, a tego rodzaju komentarze to ich jedyne źródło szczęścia, dowodzą, że coś osiągnęli, że są silni. Po prostu oczekują na brawa i nie wiedzą jak je dostać. To zagubione osoby, więc nie osądzaj ich irracjonalnego zachowania. Ten etap może trwać wieczność, a może trwać długo i się skończyć. :) No, więc time to level up.

IIc) do tej pory jej uzależnieniem było nie-jedzenie, a teraz będzie to właśnie ono - JEDZENIE. Nie mam tu na myśli czynności (co oczywiście może mieć miejsce, ale nie o tym dzisiaj) a tzw. "foodporn". Godziny spędzone przed komputerem na przeglądaniu zdjęć jedzenia. Szukanie nowych, zaskakujących przepisów, oglądanie programów związanych z gotowaniem, obczajanie menu znanych restauracji. Co nowego na durszlak'u? Co nowego na kwestii smaku? CO nowego na (chyba najobszerniejszym) foodgawker? Nie chcę, żeby ktoś zrozumiał mnie źle. Uważam, że to świetne strony z masą świetnych potraw i wskazówek. Ja piszę o chorobliwym przeglądaniu tego typu treści. Piszę o obsesji.

IIIb) Dziękuję. Dziękuję i jeszcze raz dziękuję wszystkim tym, którzy towarzyszyli mi w przygodzie na śniadaniowym blogu. Mogłam napisać o swoich uczuciach, otworzyłam się jak nigdy. Mogłam pokazać swoje myśli i co czuję. Na tym etapie zrozumiałam jak wiele się zmieniło. W jedzeniu; uczę się nakładać odpowiednie porcje, uczę się jeść "zakazane" produkty, uczę się cieszyć jedzeniem. W relacjach; mówię o swoich uczuciach. jestem pewniejsza siebie, poznaję podobnych ludzi, motywuję się do walki i spełniam marzenia. jedzenie staje się mniej istotne, nie jest moim życiem.

IVd) Ale jest jego częścią. Odkryłam, że naprawdę lubię gotować. Poznawanie nowych smaków, nowych kombinacji, traktowanie tego jako część kultury, obyczaj. Marzę o małej restauracji w przyszłości. Lubię to robić. Jest moją ucieczką od problemów. Kiedy mój tata wylądował w szpitalu, tej nocy, zrobiłam pierwsze w swoim życiu ciasto francuskie. Dało mi to spokój. Odstresowało. Jest to coś co lubię robić i jest częścią mojego życia. Nie jest moim całym życiem.


No, więc podsumowując. Jeżeli walczysz z zaburzeniami odżywiania, pierwsze co musisz zrobić to udać się do psychoterapeuty. Prowadzenie bloga nie uzdrowi Twoich myśli, a może jedynie pogłębić obsesję. A reszta to już Twoja własna decyzja. Chcesz mieć śniadaniowca, to zakładaj. Z chęcią wpadnę. Mniej na śniadanie, a bardziej, aby sprawdzić co u Ciebie słychać.

4 komentarze:

  1. Takie to oczywiste, a jednak mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Masz talent do pisania świetnych postów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A które blogi należą do dziewczyn nie zaburzonych? Odwiedzasz któreś lbądź polecasz? Podoba mi się ich idea, jednak nie chcę błądźić wśród tych 'chorych'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, bo nigdy nie wiadomo co w człowieku siedzi, ale myślę, że czytając bloga danej osoby w pewnym momencie sama się zorientujesz :)

      Usuń