czwartek, 19 czerwca 2014

Ostatnio odkryłam coś nowego. Może już się o tym wiecie, ale ja dopiero teraz doszłam do zaskakującego dla mnie odkrycia. Otóż zauważyłam silny związek pomiędzy dążeniem do doskonałości, chorobliwej perfekcyjności a stosunkami międzyludzkimi. Ale co mam właściwie na myśli?

Gdzieś tam podświadomie zawsze chciałam być perfekcjonistką. Tak bardzo chciałam mieć tę ?cechę? charakteru, że ostatecznie ją nabyłam. (A może zawsze ja miałam, ale nie zauważałam, przez to, że wciąż uważałam siebie za niewystarczająco dobrą - nieperfekcyjną?) Uważam, że tacy ludzie to mają po prostu lepiej. No dobrze, wymagają od siebie dużo, ale ostatecznie dochodzą do upragnionego celu i mają to czego chcieli = są szczęśliwi. Perfekcjoniści są szczęśliwi, gdyż wszystko co ich otacza jest dokładnie takie jakie oni chcieliby by było, bo dzięki nim samym właśnie takie się stało. 

Zawsze wydawało mi się, że jestem zbyt leniwa. Bo gdybym była perfekcjonistą, wszystko już dawno miałabym zrobione i mogła siedzieć i być usatysfakcjonowana = szczęśliwa. 

Zawsze robiłabym wszystko najlepiej jak potrafię i wygrywała konkursy, robiła wrażenie na innych, wzbudzała szacunek i podziw. Byłabym zadowolona, że tak ciężką pracą udaje mi się zrobić to najlepiej jak tylko mogłam. 

Myślałam, że każdy człowiek zawsze stara się zrobić coś najlepiej jak potrafi i perfekcjonistą się to po prostu udaje. A mi się nie udaje. 

Jednak nie wiedziałam wtedy, co oznacza bycie perfekcjonistą. Nie wiedziałam, że już właśnie taka jestem. Nie wiedziałam, że perfekcjonista nigdy nie zrobi czegoś najlepiej jak tylko potrafi, bo to wciąż będzie zbyt mało dla niego. Nie wiedziałam, że on nigdy nie będzie miał wszystkiego zrobionego, bo wciąż znajdzie sobie kolejne zadania. Nie wiedziałam, że wygrana w konkursie tak naprawdę nie zawsze daje szczęście. Nawet nie zauważałam tego u siebie, bo przecież wygrywałam jakieś tam konkursy, ale zazwyczaj i tak uznawałam, że to przypadek, że wygrałam z litości, albo z innego dziwnego powodu.

Nie widziałam swoich ubrań w szafie poukładanych kolorystycznie, nie widziałam podkreślonych tematów w zeszytach i nie zauważyłam szczegółowo rozpisanego planu dnia. Tak, to było już w podstawówce. 

Czy nieświadomie dążyłam do doskonałości? Tak. Początkowo zupełnie nieświadomie. Myślałam, że każdy tak ma i każdy tak robi, bo na tym polega życie. Co oczywiście później okazało się nieprawdą. 

No dobrze. Perfekcyjna dziewczyna powinna jeszcze mieć masę znajomych, często zgłaszać się do odpowiedzi i występować publicznie. Ale tak nie było.

Dlaczego?

I tutaj ta obserwacja, która ostatnio rozjaśniła mi sytuację. Właściwie odkryłam to na lekcji francuskiego. Mam prywatne lekcje języka, gdzie jestem ja - stół - nauczycielka. Pani pyta mnie coś po francusku i oczekuje odpowiedzi w tym oto języku. Wiem co powiedzieć - chyba. Chyba jestem na 100% pewna, że podejrzewam, że wiem przypuszczalnie, że to co wiem to jest pewna chyba prawda. Milczę. Czekam, aż to nauczycielka sama sobie odpowie. I tak się dzieje. Znowu.

Dlaczego nic nie powiedziałam? Teraz już wiem. Boję się. To jest paniczny strach przed popełnieniem najmniejszego błędu. Bo to co powiem musi być perfekcyjne. To co powiem musi być doskonałe i bezbłędne. I wskutek tego milczę. Nic nie mówię. 

Co pomyśli nauczycielka? Pomyśli, że nic nie potrafię. Że nie wiem jak sklecić zdanie, mam ubogie słownictwo i nic się nie nauczyłam. I myśli racjonalnie. Skoro mnie pyta i oczekuje odpowiedzi na proste pytanie, a ja milczę to coś jest nie tak. Najwidoczniej nie potrafię.


To samo jest w kontaktach z ludźmi. Być może ty też odczuwasz ten strach. Nic nie mówisz, bo boisz się błędu, niedoskonałości. To zaprzeczyłoby Twój perfekcyjny wizerunek. Twoją nieskazitelność. 
I nic nie mówisz. I okazujesz się być osobą nudną, niewartą uwagi, cichą, nieciekawą. 

A przecież masz tyle do powiedzenia.




No, więc ja wciąż walczę. Nie spoczywam na laurach. :) Moje życie nie jest już teraz bezbłędne i idealne. Nie osiągnęłam perfekcji. I wcale nie chcę! Jestem szczęśliwa, ale mam gorsze momenty.
A wczoraj byłam na ognisku. Było nudno jak cholera (ups), ale byłam tam. I nawet się śmiałam.

3 komentarze:

  1. Opisałaś siebie, czy mnie?
    Ja doszukiwałabym się tu błędu w wychowywaniu. W karceniu, w uśmieszkach, w szydzeniu, w pretensjach, w porównywaniu do innych dzieci, w nieprzyzwalaniu na słabości, w ,,bo przecież to jest takie proste powinnaś to wiedzieć/umieć" i wielu innych takich codziennych, drobnych, dla dorosłych nic nieznaczących sprawach. A odbijającym piętno na psychice dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  2. I właśnie dlatego perfekcjonizm potrafi być zaletą, ale również wadą.
    Miałam prawie identyczną sytuację na języku angielskim, w szkole. Pani zaproponowała luźną dyskusję na jakiś temat, chciałam coś powiedzieć, ale.. Bałam się, że się zbłaźnię. Albo nie tyle zbłaźnię, co moja wypowiedź nie będzie dostatecznie dobra.
    Teraz już wiem, że nie warto dążyć do perfekcji, bo jednak więcej się przez to traci niż zyskuje.

    OdpowiedzUsuń