piątek, 27 czerwca 2014


Pomyślałam, że może warto jeśli co jakiś czas na swojego bloga wrzucę kilka motywujących obrazków, które pomogą tym z was, które zmagają się z zaburzeniami odżywiania. Często zdarza się, że jesteśmy (bądź same się do tego skłaniamy) bombardowane zdjęciami wychudzonych dziewczyn z nienaturalnie chudymi udami, brzuchami czy innymi częściami ciała. Wiadomo, to bardzo źle działa na naszą psychikę, gdyż kształtuje nam się niewłaściwy obraz ludzkiego ciała. Po kilku godzinach przeglądania tzw. "thinspiracji" spoglądając w lustro, jedynie co może nam przyjść do głowy to - jestem gruba. No bo jak porównywać piękną, szczupłą i zdrową dziewczynę (tak, mówię o tobie w lustrze) z wychudzoną modelką dodatkowo poprawioną przez komputer. Sama tak kiedyś robiłam, "dążyłam do ideału". Powiem wam - nic nowego - ideał nie istnieje. Chyba każda z nas wie, że wystarczy odpowiednio się ubrać, odpowiednio wykadrować, odpowiednio ustawić, żeby wyjść na bardzo chudą dziewczynę. Ale po co? Skoro jesteśmy piękne takie jakie jesteśmy. 

Dzisiaj pokazuję wam, że nie musicie być wychudzone, aby być piękne. Łapcie garść zdjęć szczupłych dziewczyn, które milion razy przewyższają swoją pięknością te chude. Zacznijcie otaczać się takimi właśnie zdjęciami i zobaczcie, że nikt nie jest idealny, ale kiedy uwierzymy w to, że jesteśmy piękne to tak rzeczywiście będzie.








A na deser:


czwartek, 19 czerwca 2014

Ostatnio odkryłam coś nowego. Może już się o tym wiecie, ale ja dopiero teraz doszłam do zaskakującego dla mnie odkrycia. Otóż zauważyłam silny związek pomiędzy dążeniem do doskonałości, chorobliwej perfekcyjności a stosunkami międzyludzkimi. Ale co mam właściwie na myśli?

Gdzieś tam podświadomie zawsze chciałam być perfekcjonistką. Tak bardzo chciałam mieć tę ?cechę? charakteru, że ostatecznie ją nabyłam. (A może zawsze ja miałam, ale nie zauważałam, przez to, że wciąż uważałam siebie za niewystarczająco dobrą - nieperfekcyjną?) Uważam, że tacy ludzie to mają po prostu lepiej. No dobrze, wymagają od siebie dużo, ale ostatecznie dochodzą do upragnionego celu i mają to czego chcieli = są szczęśliwi. Perfekcjoniści są szczęśliwi, gdyż wszystko co ich otacza jest dokładnie takie jakie oni chcieliby by było, bo dzięki nim samym właśnie takie się stało. 

Zawsze wydawało mi się, że jestem zbyt leniwa. Bo gdybym była perfekcjonistą, wszystko już dawno miałabym zrobione i mogła siedzieć i być usatysfakcjonowana = szczęśliwa. 

Zawsze robiłabym wszystko najlepiej jak potrafię i wygrywała konkursy, robiła wrażenie na innych, wzbudzała szacunek i podziw. Byłabym zadowolona, że tak ciężką pracą udaje mi się zrobić to najlepiej jak tylko mogłam. 

Myślałam, że każdy człowiek zawsze stara się zrobić coś najlepiej jak potrafi i perfekcjonistą się to po prostu udaje. A mi się nie udaje. 

Jednak nie wiedziałam wtedy, co oznacza bycie perfekcjonistą. Nie wiedziałam, że już właśnie taka jestem. Nie wiedziałam, że perfekcjonista nigdy nie zrobi czegoś najlepiej jak tylko potrafi, bo to wciąż będzie zbyt mało dla niego. Nie wiedziałam, że on nigdy nie będzie miał wszystkiego zrobionego, bo wciąż znajdzie sobie kolejne zadania. Nie wiedziałam, że wygrana w konkursie tak naprawdę nie zawsze daje szczęście. Nawet nie zauważałam tego u siebie, bo przecież wygrywałam jakieś tam konkursy, ale zazwyczaj i tak uznawałam, że to przypadek, że wygrałam z litości, albo z innego dziwnego powodu.

Nie widziałam swoich ubrań w szafie poukładanych kolorystycznie, nie widziałam podkreślonych tematów w zeszytach i nie zauważyłam szczegółowo rozpisanego planu dnia. Tak, to było już w podstawówce. 

Czy nieświadomie dążyłam do doskonałości? Tak. Początkowo zupełnie nieświadomie. Myślałam, że każdy tak ma i każdy tak robi, bo na tym polega życie. Co oczywiście później okazało się nieprawdą. 

No dobrze. Perfekcyjna dziewczyna powinna jeszcze mieć masę znajomych, często zgłaszać się do odpowiedzi i występować publicznie. Ale tak nie było.

Dlaczego?

I tutaj ta obserwacja, która ostatnio rozjaśniła mi sytuację. Właściwie odkryłam to na lekcji francuskiego. Mam prywatne lekcje języka, gdzie jestem ja - stół - nauczycielka. Pani pyta mnie coś po francusku i oczekuje odpowiedzi w tym oto języku. Wiem co powiedzieć - chyba. Chyba jestem na 100% pewna, że podejrzewam, że wiem przypuszczalnie, że to co wiem to jest pewna chyba prawda. Milczę. Czekam, aż to nauczycielka sama sobie odpowie. I tak się dzieje. Znowu.

Dlaczego nic nie powiedziałam? Teraz już wiem. Boję się. To jest paniczny strach przed popełnieniem najmniejszego błędu. Bo to co powiem musi być perfekcyjne. To co powiem musi być doskonałe i bezbłędne. I wskutek tego milczę. Nic nie mówię. 

Co pomyśli nauczycielka? Pomyśli, że nic nie potrafię. Że nie wiem jak sklecić zdanie, mam ubogie słownictwo i nic się nie nauczyłam. I myśli racjonalnie. Skoro mnie pyta i oczekuje odpowiedzi na proste pytanie, a ja milczę to coś jest nie tak. Najwidoczniej nie potrafię.


To samo jest w kontaktach z ludźmi. Być może ty też odczuwasz ten strach. Nic nie mówisz, bo boisz się błędu, niedoskonałości. To zaprzeczyłoby Twój perfekcyjny wizerunek. Twoją nieskazitelność. 
I nic nie mówisz. I okazujesz się być osobą nudną, niewartą uwagi, cichą, nieciekawą. 

A przecież masz tyle do powiedzenia.




No, więc ja wciąż walczę. Nie spoczywam na laurach. :) Moje życie nie jest już teraz bezbłędne i idealne. Nie osiągnęłam perfekcji. I wcale nie chcę! Jestem szczęśliwa, ale mam gorsze momenty.
A wczoraj byłam na ognisku. Było nudno jak cholera (ups), ale byłam tam. I nawet się śmiałam.

piątek, 6 czerwca 2014

nareszcie czuję się wolna. czuję, że mogę się bawić. że jest fajnie. korzystam. i tańczę.

śmieję się z głupich żartów. daję się polubić. rozmawiam. nie boję się być odważna.

odmawiam. zgadzam się. daję się przekonać. mam granice. tak jak być powinno.

i wszystko dobrze. widzę nowy świat. zabawa. 

nareszcie.



PS:
Nie musisz być Pawlikowską by być szczęśliwa. 
Nie musisz jeść marchewki, sałaty i kwiatków.
Nie musisz ćwiczyć, biegać, latać.
Możesz jeść słodycze, mięso i nabiał.
Możesz być sobą.
Możesz być szczęśliwa.