czwartek, 1 maja 2014


Piszę to do Ciebie, żeby Ci powiedzieć, że Twoje życie i to jak ono wygląda zależy od Ciebie. To ty jesteś jego kreatorem, architektem. Jesteś tą - jedyną osobą, która naprawdę i rzeczywiście może coś zmienić. To od Ciebie zależy czy będziesz szczęśliwa.
No dobrze, ale skoro tak, to dlaczego wciąż czujesz się niedoceniona, nielubiana, niepotrzebna i ogólnie do niczego?


Powinnaś zadać sobie jedno - zasadnicze pytanie - "Czy ja siebie lubię?". Odpowiedź może brzmieć - TAK. Właściwie to powiesz to bez głębszego zastanowienia. Jednak skoro 'lubisz siebie' to dlaczego wciąż jesteś nieszczęśliwa? Odpowiedź na to pytanie może być zaskakująca! Minęło wiele czasu zanim ja to odkryłam, zanim zrozumiałam i zanim zaakceptowałam, bo to bardzo trudne. "Lubię siebie" - to kłamstwo.

No, ale jak to?! Przecież chyba należy "lubić siebie"! Czy to źle, że "lubię siebie"?!
Nie! Sęk w tym, że najprawdopodobniej wcale tak nie jest. Pomyślałaś tak, bo być może tak należy, bo tak trzeba. Bo trzeba lubić siebie. Ale zadaj sobie to pytanie jeszcze raz - "Czy ja lubię siebie?". Lubić to coś więcej niż akceptować. Czy lubię swój uśmiech? Czy lubię swój charakter? Czy lubię swoje dłonie? Czy lubię sposób w jaki się poruszam? Czy lubię to jak zachowuje się wśród innych ludzi? Czy lubię to jak zachowuję się gdy jestem sama? Czy lubię swój sposób bycia? CZY JA LUBIĘ SIEBIE?
Mi udało się polubić siebie. :) Mam złe dni, kiedy coś mi mówi, że chyba jednak nie jestem taka fajna. Każdy ma takie dni. Mam dni, że nie lubię tego jak wyglądam. Budzę się i już wiem, że DZISIAJ MOJE NOGI SĄ ZA GRUBE.  To dosyć zabawne, ale może też tak masz? Stoję przed lustrem i widzę gigantyczne nogi, które chyba urosły przez noc. Dieta, ćwiczenia, waga, mierzenie. Dieta, ćwiczenia, waga... STOP! Dlaczego nagle tak pomyślałam? Dlaczego coś na co wczoraj nie zwróciłam uwagi, dzisiaj jest problemem światowej rangi? Przecież LUBIĘ swoje nogi. To cudowne, że dzięki nim mogę się przemieszczać. Że dzięki swoim nogom mogę biegać, mogę skakać, mogę uczyć ich nowych umiejętności, mogę tańczyć, mogę je chociażby zginać czy unosić. Kocham swoje nogi i jestem za nie wdzięczna.

No dobra, powiedzmy, że już "akceptuję" swoje ciało i swój wygląd. Może jeszcze nie pałam do niego namiętnym uczuciem, ale akceptuję. To już bardzo dużo! No, ale nie jestem szczęśliwa. Nie mam przyjaciół. Czasami chciałabym z kimś pogadać, ale nie mam nikogo takiego. Dlaczego niektórzy są piękni, szczupli, wysportowani i mają masę przyjaciół? Dlaczego oni zasługują na szczęście, a ja nie?
Nikt mnie nie lubi, bo jestem gruba, bo nie mam zainteresowań, nie uprawiam sportu, mam dziwną twarz i jestem nieśmiała. Ale mnie los pokarał! Dlaczego ja?!



Po I - wcale nie wiesz jaka jest sytacja tamtych szczupłych, pięknych i wysportowanych ludzi z masą przyjaciół. Tak naprawdę nie wiesz czy są szczęśliwi, czy nie płaczą po nocach, czy nie mają złych
myśli i co sądzą o sobie.

Po II - jak ktoś ma polubić osobę, która jest gruba, nie ma pasji i na dodatek ma dziwną twarz i w ogóle się nie odzywa, tylko żyje jak księżniczka zamknięta w swej komnacie, gdzieś na szczycie wieży czekając na księca, który przybędzie na białym rumaku i już na zawsze będą szczęśliwi, amen.
Uwaga! To się nie zdarzy! To się nie zdarzy jeśli księżniczka przejdzie na dietę 1000 kcal, nie zdarzy się jeśli zrobi sobie przeszczep twarzy i nie zdarzy się jeśli nagle zacznie biegać (po pokoju rzecz jasna, bo na zewnątrz zjadłoby ją chyba świeże powietrze). I tak nasza wychudzona księżniczka zgnije na szczycie swej wieży z myślą, że to ona była nieszczęśliwa i że to niesprawiedliwe i że w sumie mogła bardziej się przyłożyć, że mogła bardziej schudnąć, że mogła więcej biegać, że mogła przeszczepić sobie lepszą twarz i że mogła udawać lepszą osobę niż jest - niż jaką udawała, że jest.

Co powinna była zrobić nasza księżniczka?

Odpowiedź jest prosta. Nasza księżniczka powinna była wyjść z wieży. Wyjść ze swej ponurej komnaty. To nie byłoby takie proste. Musiałaby znaleźć w sobie ogromną siłę, z której wtedy nie zdawała sobie sprawy, że posiada. Każdy ma sobie tę ogromną siłę. Każdy.
Księżniczka mogłaby wychodzić na 10 minut ze swej wieży na spacer. Może potem na 12 minut, a może na 20 min. A może początkowo wystarczyłoby wychylenie lekko głowy przez okno? Każde działanie się liczy. Księżniczka musi zamienić się w walecznego rycerza. To ona musi stać się księciem, który przychodzi z odsieczą na białym rumaku. To ona jest tą, którą pokocha i z którą będzie szczęśliwa do końca swego życia.

Księżniczka codziennie rano mówi sobie jedną miłą rzecz. Powtarza to w ciągu dnia, kiedy tylko sobie o tym przypomni. Kiedy powtórzy to 3 miliony razy, stanie się to tak naturalne, że w to uwierzy. "Tak,
mam fajne oczy."

Kiedy nasza bohaterka będzie miała fajne oczy, całkiem niezłe poczucie humoru, marzenia - dookoła niej będzie roznosić się magiczny pył. Sprawi on, że podczas jej spaceru, który już trwa godzinę i jest jej najulubieńszą formą spędzania wolnego czasu, będą się nią interesować inni ludzie. To długa i męcząca droga, która wymaga odnalezienia w sobie tej siły, pokonywania wyimaginowanych barier i czasem uczciwej walki z samym sobą.



Nauczyłam się lubić siebie. trwało to 3 lata. A może nawet 16 lat. Ciężko powiedzieć, kiedy obraziłam się na samą siebie i dlaczego tak się stało. To nie jest istotne. Polubiłam siebie. Mam gorsze dni. Nie jestem ideałem. Mam wady. Mam wstydliwe i głupie zachowania. Jak każdy. Nie zawsze odnajduję się w sytuacji. Ponoszę porażki. To życie. Jest cudowne, bo przynajmniej się nie nudzimy. :) Ale wyszłam ze swojej komnaty. Dbam, by ilość mego magicznego pyłu stale rosła. Mówię sobie miłe rzeczy. Dbam i siebie.

Czy Ty jesteś gotowa na zmianę? Czy chcesz być szczęśliwa? Zadaj sobie to proste trudne pytanie: "Czy JA lubię siebie?"

4 komentarze:

  1. Dwa słowa - wspaniale napisane!

    Tak chciałabym opuścić swoją komnatę i zwyczajnie być szczęśliwą z byle błahostki... Takie to trudne.

    OdpowiedzUsuń
  2. na polubienie siebie trzeba przede wszystkim sobie pozwolić, to już połowa sukcesu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko... Cudowny tekst. Aż mi łzy poleciały.
    Bo ja też tak bardzo bym chciała... A nie mogę pozwolić sobie nawet spróbować zbliżyć się do szczęścia, bo w swoich oczach na to nie zasługuję...

    OdpowiedzUsuń