czwartek, 15 maja 2014

Maj, a ja czuję październik we włosach.
Najgorszy jest chyba ten wiatr, bo deszcz mógłby padać. Już kiedyś pisałam, że uwielbiam deszcz. Uwielbiam zasypiać przy tym stukocie i lubię budzić się słysząc krople. Takie to ze mnie listopadowe dziecko. Lubię biegać w deszczu, tylko niech tak nie wieje. Wiatru nie lubię. To on powoduje, że deszcz przestaje być przyjemny. Że śnieg przestaje być magiczny.
Pamiętam wiatr w Portugalii, a to już zupełnie inna sprawa. Było bardzo gorąco, a wiatr był tak zimny jak w polską grudniową noc. Dziwne uczucie. Dziwny wiatr portugalski.
Pamiętam wiatr w Paryżu. Przeciągi, kiedy wchodzi się do metra i nagle robi się chłodniej.
Pamiętam wiatr w Pradze. Również przeciągi. Za zakrętem trzeba było trzymać się rogu, bo inaczej można było zostać "zwianym".
Zdarzają się ciepłe, przyjemne wiatry. I wtedy są całkiem do zaakceptowania.


2 komentarze:

  1. to samo mam z tym wiatrem- najgorsze zjawisko atmosferyczne! przed wszystkim da się schronić, zasłonić- wiatr daje Ci po twarzy i jest się wobec niego zupełnie bezbronnym. pech chciał, że nad morzem się lokuję, a tu wieje 392 dni w roku...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz wiatr to ten sam wiatr. Nasz po prostu. Czasem zbyt kapryśny, czasem wkurza jak diabli, ale spójrz na niego bardziej łaskawym okiem :)

    OdpowiedzUsuń