czwartek, 23 stycznia 2014

Są takie momenty w życiu, które zapadają nam w pamięci i trwają w niej - zdawałoby się wiecznie. Wbrew pozorom odkryłam, że jest ich całkiem sporo. Pamiętam swój sen o złym pluszowym pajacyku, którego doświadczyłam w przedszkolu. Pamiętam, gdy kolorując wydrukowane śliwki i gruszki (również w przedszkolu), kolega powiedział, że mu się podobam. Pamiętam rumieńce na policzkach. Pamiętam chwilę, gdy złapałam za rękę koleżankę - na zgodę po długich i wyczerpujących kłótniach (podstawówka). Brudny stół u "cioci" na wsi i dużo latających much. Talerz z ziemniakami, których nie zjadłam. Pamiętam niesamowity smak lodów karmelowych w Grecji, których spożywałam kilogramami.


I mimo, że są to małe, pozornie nic nie znaczące fragmenty życia z jakiegoś powodu je zapamiętałam.

W noc, kiedy mojego tatę zabrano do szpitala, a mama pojechała z nim, przyszła do mnie babcia, bym nie siedziała sama w ciemnym, chłodnym domu. Nie dawałam sobie rady. Automatycznie, bez głębszej analizy, pod wpływem impulsu, poszłam do kuchni.
Zaczęłam robić ciasto francuskie. Była jedenasta wieczorem.



Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z ciastem francuskim. Zwykle zachwycałam się jego smakiem, ale nigdy nie przyszło mi do głowy mierzyć się z jego zrobieniem. Tej nocy to się zdarzyło. Teraz tłumaczę to jako sposób oderwania się od rzeczywistości, próba skupienia się na czymś wymagającym uwagi. Byłam w transie. Babcia chyba nie wiedziała jak zareagować. Stała obok mnie i patrzyła na silne ruchy dłoni zagniatających ciasto. Na całkowicie bezsilną psychicznie dziewczynkę, której tatuś zachorował. Nagle. Niespodziewanie.

"Tak. Robienie tego ciasta to genialny pomysł. Jutro, kiedy tata wróci do domu, zaskoczę go pysznym śniadaniem. To dla niego. Zjemy w trójkę, z mamą domowe croissanty na śniadanie. Jestem dobrą córką. Jeżeli będzie nadal musiał zostać w szpitalu, to zaniosę mu świeżo upieczone rogaliki do szpitala. Będziemy się śmiać i żartować. Jeżeli nie będzie mógł jeść, to zamrożę wypieki dla niego i poczekają na swój czas. ucieszy się."
Mój tata nigdy nie zjadł rogalika. Umarł.



Dzisiaj przypłynęło to wspomnienie podczas wyrabiania ciasta. Robię francuskie po raz drugi.

4 komentarze:

  1. też niejednokrotnie łapię się na tym, że pamiętam fragmenty, szczegóły przeszłości zupełnie nieistotne, a samych wydarzeń czy ważnych chwil- ani trochę.
    a dziś upiecz jednego rogalika więcej, dla Taty. ucieszy się z pewnością :)

    OdpowiedzUsuń
  2. często pamiętamy z pozoru nic nie znaczące fragmenty naszego życia :) czasem miło jest do nich wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Twojego bloga czyta się jak dobrą książkę. Uważam, że masz ogromne predyspozycje pisarskie.
    Wpis zabierający dech w piersiach.
    Pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń